Ewa zaczęła sesje jak zwykle, z uśmiechem. Po kilku jednak słowach usłyszałam płacz w jej głosie, który chciał się wydostać, mimo że Ewa starała się bardzo, aby go zatrzymać. Okazało się, ze Ewa jest w kryzysie – przygnieciona, dociśnięta i zmęczona. Może nawet więcej no to – przemęczona trudną sytuacją zawodową, która trwa już kilka miesięcy. Przez ten czas dawała radę, jak sama mówi nie jest dla niej problemem przycisnąć, czy zostać po godzinach, ale z perspektywą, że
A. wie, po co to robi
B. wie jak długo to będzie trwało
C. ktoś docenia te starania
Tutaj było tak, docenienie się nie pojawiało, a wręcz odwrotnie – wreszcie usłyszała że robi za mało, za wolno i niedokładnie.
I to już było dla niej za dużo.
Stąd ogromne rozczarowanie, złość, żal i – jak sama powiedziała – duuuuży zawód.
Czego Ewa potrzebowała najbardziej w tamtej chwili ?
Wewnętrznego spokoju.
Taki tez był cel naszej sesji – aby dotrzeć do miejsca, gdzie jest spokój, gdzie można po prostu oddychać.
Spokój nie rozwiąże jej problemów zawodowych – oczywiście ze nie. Ale odzyskując spokój i równowagę, czując się lepiej i z dostępem do przestrzeni głowy i serca można zobaczyć sytuację z innej perspektywy, można spojrzeć głębiej i szerzej, może zobaczyć, czego potrzebuje, a które potrzeby są tak bardzo niezaspokojone. Wreszcie z większą jasnością może poszukać rozwiązań.
I to jest bardzo ważne by, nawet gdy jest bardzo trudno (a może zwłaszcza wtedy) szukać rozwiązań z poziomu spokoju i równowagi, czyli z zielonej przestrzeni głowy i serca. A nie z przestrzeni czerwonej pełnej trudnych emocji i napięcia.
I jeszcze kropla neurobiologii – w stresie, trudnych emocjach nasz umysł nie pracuje na pełnych obrotach. W jakimś sensie tracimy dostęp do kory nowej odpowiedzialnej za myślenie. Działamy z mózgu pierwotnego, którego nadrzędnym celem jest to, aby przetwac – czyli walczyć albo uciekać. Dlatego tak ważny jest spokój, powrót do siebie, głęboki oddech. Wtedy zaopiekowani, z poczuciem odzyskania wpływu i wewnętrznych zasobów możemy pomyśleć co dalej.



